
Nie jestem lekarzem, ani kosmetologiem. Nie jestem nawet dyplomowanym chemikiem. Skończyłam jedynie technikum chemiczne, a studia robiłam już w zupełnie innym kierunku. Nie mam więc odpowiedniego nazwiska, by się podpisać pełnymi tytułami. Zresztą nawet nie chcę podpisywać się nazwiskiem, gdyż w moim przypadku rozgłos jest zupełnie nie potrzebny. Mam na imię Dominika.
Z całą pewnością natomiast jestem fachowcem, ponieważ należę do bardzo wąskiej grupy osób, które wiedzą jak hydratować rybi kolagen.
Wiedzę swą czerpię z blisko dziesięcioletniej praktyki wytwarzania kolagenu. Od skrobania rybich skór, przygotowywania odczynników, - do końcowej fazy uzyskania żelu. Jeszcze jako praktykanta szkoły chemicznej zaczęłam uczestniczyć przedziwnym zrządzeniem losu w całej, długiej ewolucyjnej drodze, jaką przebył polski, rybi kolagen w ostatniej dekadzie.
Własnymi rękami przygotowywałam surowiec, roztwory, substancje konserwujące, obliczenia, raporty. Brałam udział w dyskusjach nad usprawnieniami całego procesu technologicznego, monitorowałam eksperymenty, dezynfekowałam narzędzia. Pracowałam nad mikroskopem, pipetami, słojami. Testowałam pięćdziesiąt rodzajów tkanin służących jako sita do filtracji.
Zatrudniali mnie kolejni pracodawcy, najpierw tylko eksperymentujący z kolagenem, potem już także robiący na kolagenie biznes. Sama ich wyszukiwałam dążąc do awansu zawodowego i finansowego. Nigdy nie miałam najmniejszego problemu z angażem. Wszyscy moi kolejni szefowie z błyskiem w oczach zatrudniali osobę z moimi umiejętnościami, a zwłaszcza z moją praktyczną wiedzą. Każdy chciał wiedzieć jak najwięcej o konkurencji.
Sądzę, że wiem o polskim , rybim kolagenie prawie wszystko. Znam w najmniejszych szczegółach kulisy historii jego wynalezienia, jego modyfikacji, a także powstawania koncepcji wykorzystywania itd. Pamiętam historię porażek i historię eksperymentów zwieńczonych powodzeniem. Znam, co do miligrama wszystkie stosowane obecnie w Polsce receptury wytwarzania hydratu kolagenowego i wiem jak powstawały. Dzięki swojej wiedzy, współtworzeniu tego wszystkiego, czuję się bardzo kompetentna w temacie – bo jestem praktykiem i fachowcem. Obecnie pracuję dla sieci COLWAY w charakterze biotechnologa – innowatora.
Moja dyspozycyjność gwarantuje tej Sieci bieżącą kontrolę analityczną poczynań konkurencji, jak również kontrolę jakości wytwórstwa każdego Producenta, jakiego kiedykolwiek Sieć wybierze.
To ja pierwsza w Polsce dokonałam konserwacji kolagenu bez udziału parabenów. Ja również zdemaskowałam fakt dodawania do hydratu przez jednego z wytwórców – elastyny bydlęcej. Jestem strażnikiem jakości Państwa produktów i Waszą polisą na długie lata, gdyby np. jakikolwiek dostawca żelu kolagenu, obecny czy przyszły zachował się nielojalnie. O kolagenie w ogóle chciałabym powiedzieć w tej, jedynej wypowiedzi publicznej, jaką przewidziałam, że to cud nad cudami.
Jest piękny pod mikroskopem elektronowym, a nawet na rysunkach, czy modelach. Tylko w kolagenie reszty aminokwasowe ułożone są w łańcuchu peptydowym tak regularnie, jak paciorki nanizane na żyłkę przy robieniu naszyjnika. Kolagen, to taki fenomen, jak płatki śniegu, które wydają się idealnie równe, wszystkie takie same, ale w istocie każdy jest inny. Tylko kolagen, arystokrata pośród wszystkich białek, zaplata swoje spirale w ,,trójeczki”. Jest przy tym dumny i wyniosły, bo nigdy nie popełnia mezaliansu. Kolageny różnych typów nigdy się ze sobą nie łączą.
Kiedyś w auli Politechniki Gdańskiej wyświetlono naszemu zespołowi film biologiczny właśnie o kolagenie. Nie zapomnę go nigdy, choć nie zrozumiałam ani słowa francuskiego tekstu. Największe wrażenie robiło ujęcie, gdzie szereg peptydowy staje się już tak długi, że komórka ,,wypycha” go, zupełnie jak ptak pisklę z gniazda. I potem to pisklę, jakby wiedziało, że nie da sobie samo rady, szuka dwóch kompanów, z którymi zawiąże spółkę – superhelisę. Coś naprawdę niesamowitego.
















